niedziela, 21 października 2012

ROZDZIAŁ 52


-Emilly! - krzyknął Louis. - Emilly! - potrząsał mną.
-Dzwonię po karetkę. - powiedział roztrzęsiony Harry.
-Kretynko co Ty zrobiłaś?! - spojrzał na nią z pogardą Lou. - Jeżeli coś jej i mojemu dziecku się stanie zabiję Cię! - wrzasnął.
-Louis! - zaczęłam płakać.
-Kochanie spokojnie. Oddychaj, zaraz będzie karetka. - przytulił mnie.
-Idź się ubierz, ja z nią posiedzę. - powiedział do niego oschle Harry.
Nie wiedziałam co się dzieje. Liczyło się dla mnie teraz moje nienarodzone dziecko, które przez tą wariatkę mogłam stracić.
Anna zmyła się bardzo szybko z pokoju, po chwili przyszedł Liam. Nie wiedziałam skąd on się tu wziął.
-Idź do Leah, ona jest w moim pokoju, ja jadę z nimi do szpitala. - powiedział Harry.
Liam był przerażony, ale posłusznie wykonał polecenie przyjaciela.
Po kilku minutach lekarze zabrali mnie na nosze. W szpitalu robili różne badania, próbowali zatrzymać krwotok. W pewnej chwili urwał mi się film.
***
Obudziłam się w jakieś sali. Była w większości pokryta zielenią. Rozglądnęłam się, nikogo nie było. Nagle wszedł lekarz.
-Pani Emilio udało nam się. - uśmiechnął się.
-Moje dziecko żyje? - spytałam.
-Tak. To nie było takie groźne jak się wydawało. Poleży Pani u nas kilka dni i jak wszystko będzie w normie wypuścimy Panią do domu.
-Będę mogła polecieć samolotem? - spytałam.
-Tak, ale na razie niech Pani odpoczywa. Zaraz przyjdą do Pani dwaj panowie. Jeden z nich to ojciec dziecka, a drugi to przyjaciel, tak mi mówili, mam nadzieję, że nie kłamali.
-Nie. - uśmiechnęłam się, lecz po chwili przypomniałam sobie co działo się poprzedniego wieczora.
-Żyjecie! - krzyknął Lou i przytulił się do mojego brzucha. Harry ścisnął mnie za rękę. Wyrwałam swoją dłoń, a Louisa odepchnęłam.
-Dajcie mi na razie spokój. - obróciłam głowę do okna.
-Emilly, to była chwila słabości, ja nie powinien, ja nie chciałem, wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza.
-Dajcie mi trochę czasu. - nie mogłam na nich spojrzeć, bo chciało mi się wyć.
-Przyjdę później z Leah, pytała o Ciebie. - powiedział cicho Lou i oboje wyszli. Gdy byłam już sama rozpłakałam się. Byłam tak cholernie zła, że Lou mnie zdradził, a Harry, ani nikt mi o tym nie powiedział. Rozrywało mnie od środka. Po kilku godzinach doszłam do wniosku, że teraz to ja i dzidziuś, który jest we mnie, jesteśmy najważniejsi.
***
-Mamuś! - usłyszałam radosny głos córki.
-Cześć słoneczko. - uśmiechnęłam się do niej i mocno przytuliłam.
Louis usiadł z boku na krześle.
-Bałam się o Ciebie. To dobrze, że już wszystko w porządku z Tobą i z moim braciszkiem no albo z siostrzyczką. - pogłaskała mnie po brzuchu.
-Nie masz się już o co martwic Aniołku. - poczochrałam jej włosy.
-Kocham Cię Mamuś. - przytuliła się do mojej piersi. Poczułam łzy w oczach. Byliśmy taką szczęśliwą rodziną, a przez ten incydent wszystko się posypało..
Leah usiadła na moim łóżku, nie dało się przed nią ukryć, że między mną a Louisem jest coś nie tak.
-Mamuś, przepraszam, że Cię tu ściągnęłam. - powiedziała.- To przeze mnie tutaj jesteś. Gdyby nie mój telefon, nie leżałabyś w szpitalu. - spuściła główkę i usta wykrzywiła w podkówkę.
-To nie jest Twoja wina! Nawet tak nie myśl. - przytuliłam ją mocniej do siebie.
-Ale teraz nie rozmawiasz z Tatą i pewnie się rozwiedziecie. - zaczęła płakać, a Lou spuścił głowę.
-Kochanie. Nie płacz. Nie rozwiedziemy się. - pogłaskałam ją po buzi.
-Obiecujesz? - jej oczy były w tym momencie gigantyczne.
-Obiecuję. - pocałowałam ją w nosek.
Louis się uśmiechnął, a ja czułam się zobowiązana, aby ratować moją rodzinę. Ale czy jest coś jeszcze do uratowania?

18 komentarzy:

  1. Od kilku miesięcy czytam twoje bloga o Lou i Harry'm. Codziennie po 5 razy wchodze i patrze czy nie dodałaś nowego rozdziału. A to dlatego, że te opowiadania się świetne. prosze pisz je dalej i nigdy ich nie skończ. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, okej, postaram się ich nie kończyć i jak będę miała 80 lat nadal będę pisała :D

      xx

      Usuń
    2. zapewnie i wtedy będą tak samo wspaniałe jak teraz. XD

      w twoich opowiadaniach jest to coś, czego nie ma w innych, poprostu jak nie lubiłam czytać, tak dzięki twojemu blogowi o Lou i Harry'm, kocham czytać. :)

      Usuń
    3. miło to czytac, naprawdę :) jesteś wielka. jak masz na imię?

      xx

      Usuń
    4. Daria, mój twitter to @DariaDoruch.

      nie jestem wielka, to ty jesteś wielka pisząc te wspaniałe opowiadania. <3

      Usuń
    5. dobra, już wiem która, od dawna Cię folluję :)
      a Ty jesteś wielka, twierdząc, że Ci się podoba :)

      xx

      Usuń
    6. OJ TAM, OJ TAM :P

      Usuń
  2. Jak zwykle kochana cudowny rozdział. :*
    Dobrze, że z Ems wszystko w porządku.
    W tej chwili nie wiem co myśleć o Lou. Najchętniej bym uderzyła z liścia w twarz. :P
    Mam nadzieję, że jednak uda się naprawić to małżeństwo.
    Louis powinien błagać na kolanach o wybaczenie.
    Czekam na kolejny.

    Buziaki.:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się w 100% :)

      Usuń
    2. co Louis zrobi, to się okaże, nie wiem co moja wena skrywa :D

      xx

      Usuń
    3. NA PEWNO COŚ NIESAMOWITEGO, O CZYM ŚWIADCZĄ TWOJE OPOWIADANIA. <3

      Usuń
    4. Taa, jasne. :D
      Trochę znam się na wenie i wiem, ze czasami nie wiadomo skąd biorą się dziwne, szalone pomysły, które później okazją się bardzo efektowne w opowiadaniu. :)

      Buziaki. :*

      Usuń
  3. Jesteś genialna .!! ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem :D ahaha skromnośc u mnie to podstawa :D

      xx

      Usuń