poniedziałek, 30 lipca 2012

ROZDZIAŁ 36

Obudziły mnie czyjeś pocałunki na szyi. W sumie czyjeś? Nie .. One były Louisa.
-Wstawaj śniadanie. - szepnął mi do ucha.
-Mmm. - przeciągnęłam się i zobaczyłam, że mój mąż przyniósł mi do łóżka posiłek. - Co się stało?! - spytałam.
-Nic, nie mogę od czasu do czasu zrobić mojej żonie śniadania do łóżka? - spytał.
-No oczywiście, że możesz, ale nigdy tego nie robiłeś.
-To teraz się to zmieni.
-Która godzina? - spytałam gryząc grzankę.
-Po 12. - odpowiedział.
-CO?! - krzyknęłam.
-Spokojnie. Leah zjadła śniadanie, potem poszliśmy na spacer, zakupy, a teraz śpi.
-Jesteś kochany. - pogłaskałam go po policzku.
Owinięta kołdrą dalej zajadałam śniadanie zrobione przez Louisa. Nagle spośród wszystkiego jedzenia ujrzałam czerwone pudełeczko. Otworzyłam je, a w nim był złoty pierścionek.
-Nie zapomniałeś. - powiedziałam i otarłam łzy ze wzruszenia.
-Jak mógłbym zapomnieć? Już rok jesteśmy małżeństwem. - powiedział.
Pocałowałam go namiętnie w usta.
-Otwórz moją szafkę nocną. - powiedziałam do niego.
Odwinął starannie zapakowany prezent. Był to srebrny zegarek. Długo mi zajęło wybieranie tego prezentu dla niego.
-To dlatego wtedy w sklepie pytałaś się mnie czy mi się podoba. - zaśmiał się.
-Musiałam się upewnić, że nie palnę jakieś gafy. - uśmiechnęłam się.
-Musisz się ogarnąć, spakować jakieś najpotrzebniejsze rzeczy. - powiedział.
-A po co?
-Niespodzianka. - uśmiechnął się tajemniczo.
-Dobrze. A Leah już spakowałeś? - spytałam.
-Nie. Ona zostanie z Danielle i Liamem. Już się zgodzili.
-Ale jak Ty to sobie wyobrażasz? - jak zwykle zadawałam milion pytań na raz.
-To jest nasza rocznica i nie bój się, jedziemy tylko na jedną noc. Jutro wrócimy pod wieczór. Nic się jej nie stanie. - uspokoił mnie.
-Jesteś pewien? - spytałam.
-Tak. Nie był bym pewien gdybym zostawił naszą córkę Harremu, bo jest trochę zwariowany, ale do Liama i Danielle mam pełne zaufanie co do dzieci. - uśmiechnął się.
-No dobra. - zgodziłam się.
Szybko spakowałam jakieś ciuchy, kosmetyki, potem się ogarnęłam. Po godzinie byłam gotowa.
Zeszłam na dół i wzięłam na ręce Leah.
-Na pewno to żaden kłopot dla Ciebie i Liama, że się nią zaopiekujecie? - zwróciłam się do Danielle.
-Spokojnie, damy sobie radę, nie panikuj. Dziś jest wasz wieczór. - zaśmiała się przyjaciółka.
-To my jedziemy. - powiedział Lou.
-A to już? - zdziwiłam się.
-Tak. - zaśmiał się.
-Co Ty kombinujesz Tomlinson? - spytałam.
-Zobaczysz. - pocałował mnie w policzek.
Ucałowałam mocno córkę, ciężko mi było ją zostawiać, ale po kilkunastu minutach Louis wziął mnie stamtąd siłą. Wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.
-Powiesz mi gdzie mnie porywasz? - spytałam.
-Nie, ale powiem Ci, że to jest spory kawałek i jakieś 4 godziny drogi przed nami.
-Louis ! Ja chcę wiedzieć. - zdenerwowałam się.
-Kocham Cię. - zakończył, a ja nie miałam serca już go męczyć. Chyba wiele wysiłku go to kosztowało. Zaczęłam się cieszyć tym co mam w tej chwili. Spojrzałam na moje dłonie, na jednej obrączka i pierścionek zaręczynowy, a na drugiej dzisiejszy. Czy ja przypadkiem nie wygrałam męża na loterii?
-------------------------
Od czwartku już mnie nie będzie więc mam pytanie. Czy ktoś by chciał przez jakieś dwa (no może nie całe) tygodnie go prowadzić? Daję komuś z was szansę, aby włożył tu swoją pracę! Dajcie mi szybko znać.
moje gg: 38890774


kissonme


xx

10 komentarzy: