niedziela, 6 maja 2012

ROZDZIAŁ 23


W studiu byłam punktualnie. Od razu zajęli się mną styliści, aby dobrze wypudrować moją twarz. O 8 mieliśmy wchodzić na żywo. Gdy byłam już gotowa przywitałam się z prezenterką. Była bardzo przyjazna. Od razu przeszłyśmy na 'Ty'. Gdy się zaczęło usiadłam na pięknej, skórzanej sofie, a Sophie (tak miała na imię prezenterka) zaczęła:
-Dzień dobry Londynie. Dziś chciałabym przywitać, Emilly (już) Tomlinson. Opowie nam o swoim życiu, co dla większości z was jest bardzo ciekawe. Zatem zaczynamy. Jak brzmi Twoje prawdziwe imię?
-Emilka, ale używam Emilly, żeby lepiej wam się wymawiało. Emilly to taki angielski odpowiednik mojego polskiego imienia. - uśmiechnęłam się.
-Jak poznałaś Louisa? - wiedziałam, że to pytanie na bank padnie.
-Hmm.. Nasze spotkanie było dość nie typowe. Wychodziłam z MilkShake City z truskawkowym shake'iem. Lou na mnie wpadł, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że on to on. Przepraszał mnie, ale ja byłam bardzo zła, bo szłam do szkoły zanieść ostatnie papiery, więc musiałam szybko lecieć do domu. A potem gdy pierwszego dnia przyszłam do szkoły i oczywiście się spóźniłam, okazało się, ze chodzę z nim do klasy i mało tego musiałam z nim usiąść. Strasznie go nie lubiłam, chyba miałam uraz za tą bluzkę. - zaśmiałam się. - Ale potem pomagałam mu z chemią. Parą zostaliśmy dopiero wtedy gdy Lou dowiedział się o ciąży.
-Czyli uprawialiście seks jak on był z Eleanor i to wtedy zaszłaś w ciążę?
-Niestety muszę się do tego przyznać. Tak, tak było, ale El o tym wie. Tak wtedy zaszłam w ciążę i nie chciałam mu o tym mówić. On dowiedział się całkiem przypadkiem. Przyszedł do mojego domu, a ja bezmyślnie otworzyłam drzwi. On mnie przycisnął i mu powiedziałam. Cieszył się jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Potem pochwaliliśmy się chłopakom, a potem jego rodzicom. Moi wiedzieli od samego początku. Kim tez wiedziała.
-A co powiesz na temat waszego ślubu? W internecie jest kilka fotek.
-Bardzo zależało nam, aby nie było reporterów. Oczywiście to tylko niewielka część wszystkich zdjęć. Hm co mogę o nim powiedziec? Nie tak wyobrażałam sobie ten dzień. Sądziłam, że będę się do niego przygotowywac miesiącami.
-A nie było tak? - spytała.
-Nie. O ślubie zadecydowaliśmy dwa dni przed nim. Louisowi zależało, żebym nosiła jego nazwisko jak już dzidziuś przyjdzie na świat, a że pojechał na cztery miesiące w trasę, więc nie było by kiedy. Ale zdecydowanie to był najlepszy dzień w moim życiu.
-Czyli Lou oświadczył Ci się w sumie nie dawno?
-Nie. Louis poprosił mnie o rękę tego samego dnia, kiedy dowiedział się o dziecku. Nie rozmawialiśmy o ślubie, bo nie sądziłam, że dla niego to aż tak ważne. Ja mogłabym z tym poczekać, ale zależy mi na jego szczęściu, więc teraz jestem Panią Tomlinson.
-To będzie chłopiec czy dziewczynka? - uśmiechnęła się.
-Nie wiem i dowiem się dopiero 14 grudnia.
-Dlaczego tak późno?
-Bo wtedy mam termin porodu. Może to będzie kilka dni wcześniej lub później, ale nie chcę wcześniej wiedzieć. Chcę, aby to była niespodzianka.
-A co na to Twój mąż?
-Nie podziela mojego zdania, chciał wiedzieć, ale odstawił ciekawość na bok. - zaśmiałam się.
-Jak wyglądają Twoje dni bez Louisa?
-Hmm. Nie ma go dopiero jeden dzień, ale wiem, że nie będę się nudzić. Jest ze mną mama, która nie odstępuje mnie na krok. Mam Kimberlly. Danielle podobno też ma się do mnie odezwać.
-Masz z nią dobre relacje?
-Prawie jej nie znam, ale bardzo chciałabym, bo wydaje się być miłą i interesującą osobą.
-Nie przeszkadza Ci różnica wieku?
-Nie. Dla mnie to nie ma znaczenia.
-Prowadzisz samochód w ciąży?
-Tak, ale Louis nie jest z tego zadowolony.
-Czujesz jakby Cię ograniczał?
-Skądże, on po prostu się o mnie martwi. Kocham go za to i za tą jego opiekuńczość.
-Wyobrażasz go sobie w roli ojca?
-Oczywiście, że nie. Ja sama nie wiem jaka  będę w roli matki. Myślę, że zobaczymy to jak urodzi się dziecko.
-A co z Twoją nauką i planami na życie?
-Jak urodzi się dziecko, od nowego roku chcę iśc na uczelnie, na studia chemiczne, albo prawnicze. Nie wiem jeszcze. A potem pójdę do pracy.
-Nie wolałabyś siedzieć w domu? Przecież Lou ma wystarczająco pieniędzy, aby Was utrzymać.
-Nie, nie chcę być kurą domową. To nie dla mnie. Chciałabym, aby w moim życiu też się coś działo. Chcę tak jak Lou poznać nowych ludzi, nowe otoczenie.
-Dobrze, teraz moje ostatnie pytanie. Czy myślisz, że z Louisem będziecie do końca życia?
-Nie wiem i nikt tego nie wie. Nie chciałabym, abyśmy się rozstali, bo wychowywanie się w rozbitej rodzinie nie było by dobre dla naszego maleństwa. Po prostu mam skrytą nadzieję, że jednak za 50 lat będziemy siedzieć na ganku swojego domu i będzie wspominać jak to było, gdy się poznaliśmy ... - zaśmiałam się.
-Dobrze, dziękuję. A więc życzę Tobie i Louisowi szczęścia na nowej drodze życia. - Sophie podała mi rękę, ja odwzajemniłam uśmiech i poszłam za kulisy. Mój telefon od razu zaczął dzwonić. Oczywiście to był mój mąż.
-Byłaś świetna, taka naturalna. - powiedział.
-Wiedziałam, że nie zapomnisz. Kocham Cię. - powiedziałam.
-Ja Ciebie  też. Co będziecie dziś robić? - zapytał. Zawsze pytał w liczbie mnogiej, aby nasze dziecko nie poczuło się zranione.
-A nie wiem jeszcze. Dopiero zaczął się dzień, ale chyba pójdę się jeszcze położyć, bo wstałam o 4.
-Pamiętaj uważaj na siebie i nie jeździj za dużo samochodem.
-Dobra niańko. Kochamy Cię i pamiętaj o Nas.
-Ja Was też, pa. - powiedział i się rozłączył.
Potem mój telefon znowu zadzwonił. Jakiś nieznajomy numer.
-Halo? - spytałam.
-Cześć Em, tu Danielle. Masz na dziś jakieś plany? - spytała.
-Nie. - odpowiedziałam radośnie.
-To świetnie. Wpadnę do Ciebie koło południa, pasuje Ci? - spytała.
-Jasne, nie ma problemu. - odpowiedziałam i wsiadłam do swojego samochodu.
Pojechałyśmy z mamą do domu. Ja od razu poszłam się położyć. Obudziła mnie mama, że Danielle już jest. Zeszłam do salonu i ciepło się z nią przywitałam.
Do wieczora siedziałyśmy i oglądałyśmy filmy. Dołączyła do Nas Kim i moja mama. We czwórkę się nie nudziłyśmy, a ja czułam, że zyskałam nową przyjaciółkę.

2 komentarze: